"Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" Stuart Turton
O jedenastej wieczorem Evelyn Hardcastle zostanie zamordowana.
Masz osiem dni i osiem wcieleń.
Pozwolimy ci odejść pod warunkiem, że odkryjesz, kto jest zabójcą.
Zrozumiano? W takim razie zaczynamy…
Opis z lubimyczytac.pl
Masz osiem dni i osiem wcieleń.
Pozwolimy ci odejść pod warunkiem, że odkryjesz, kto jest zabójcą.
Zrozumiano? W takim razie zaczynamy…
Evelyn Hardcastle będzie umierać każdego dnia, aż do momentu, gdy ktoś odkryje, kim jest jej zabójca. Wśród gości zaproszonych do Blackheath jest kilku ludzi, którzy próbują to zrobić. Nie mają równych szans ani równych możliwości. Stale przeżywają ten sam dzień, usiłując rozwiązać zagadkę, lecz każdy wieczór nieubłaganie przeszywa dźwięk wystrzału z rewolweru…
Jeśli Aiden Bishop nie zwycięży w wyścigu o odkrycie tożsamości mordercy, nigdy nie opuści posiadłości. Ma osiem szans: każdego ranka przez osiem dni obudzi się w ciele innego gościa... Jeśli nie uda mu się znaleźć zabójcy, cały cykl zacznie się od początku. I znów będzie musiał odkrywać, kim są jego przeciwnicy i który z nich pod eleganckim ubraniem skrywa śmiertelnie ostry nóż…
Opis z lubimyczytac.pl
"Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" było moim pierwszym spotkaniem z thrillerem, kryminałem z elementami fantastycznymi, czy jak to inaczej nazwać i powiem, że po świetnym, oryginalnym opisie miałam naprawdę wysokie oczekiwania. Czy autor je spełnił? W sumie tak, chociaż nie do końca tego się spodziewałam. Wystarczy dodać, że opis, pozornie zdradzający wszystko, tak naprawdę zdradza tylko ogólny zarys tego, co będzie się działo w Blackheath. Autor naprawdę wymyślił drobiazgową intrygę, w którą zgrabnie wplótł wątek fantastyczny i mroczny klimat. Sam pomysł z codzienną zmianą ciała nie jest zbyt oryginalny (spotkałam go choćby w powieści o zupełnie innym klimacie, a mianowicie "Każdego dnia" Davida Levithana), jednak przeżywanie z perspektywy różnych osób tego samego dnia było zabiegiem bardzo korzystnym, dającym pole do popisu. I autor naprawdę to wykorzystał. W każdej powtórce dnia śmierci Evelyn problemy i tajemnice się nawarstwiają, by później czytelnik stopniowo odkrywał prawdę. I właśnie chyba te rozwiązania, sposób, w jaki autor wykorzystał bohaterów, by stworzyć siatkę powiązań, intryg i tajemnic, które z czasem będą się wyjaśniały, dzięki błyskotliwości ludzi, których ciała pożycza Aiden. Naprawdę za samą intrygę autorowi należą się wielkie brawa.
Klimat powieści jest naprawdę mroczny i mocno niepokojący. Las, jezioro, ponure korytarze Blackheath... Autor osadził wydarzenia w rustykalnej scenerii dawnej Anglii (przynajmniej tak mi się wydaje, przepraszam, jeśli jestem w błędzie), która odwala większość roboty, jeśli chodzi o klimat, który w takiej powieści powinien być mroczny. Czytając, miałam ciarki i odczuwałam niepokój i strach bohaterów.
Jeśli chodzi o bohaterów, to pierwszą postacią, której powinniśmy się przyjrzeć jest sam Aiden Bishop, który rozwiązuje zagadkę śmierci Evelyn. Na pewno jest to postać o niejednoznacznym charakterze, ponieważ, przebywając w ciałach gości, przejmuje część ich cech. Polubiłam go, ponieważ, mimo zagubienia w swojej niepewnej i niepokojącej sytuacji, nadal kierował się moralnością i cechował go niezwykły upór - kiedy podjął decyzję, nie wycofywał się z niej za żadne skarby. Pozostali bohaterowie też mają swoje historię, charaktery. Od samej Evelyn po tajemniczego Doktora Dżumę, kierującego losami Aidena. Doceniam to, że autor nie idealizował bohaterów - są to ludzie, którzy mają wady, uzależnienia, urazy.
"Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" to naprawdę dobra książka, może momentami klimat przytłaczał, a tajemnic robiło się za dużo i zwyczajnie się w tym wszystkim gubiła, ale chciałabym przeczytać coś od pana Stuarta Turtona w podobnej konwencji. Wydaje mi się, że ma wiele ciekawych i oryginalnych pomysłów, które mógłby nam zaprezentować.
Moja ocena to 7/10: ♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♡♡♡
Komentarze
Prześlij komentarz