Podsumowanie lipca
Połowa wakacji za nami (nad czym bardzo ubolewam, bo niemal już czuję mrożący krew w żyłach oddech liceum na karku), więc nadszedł czas na małe książkowe podsumowanie.
Więc, przechodząc od razu do rzeczy, w lipcu udało mi się przeczytać osiem książek, co jest moim tegorocznym rekordem (dotychczas na pierwszym miejscu utrzymywało się pięć książek w kwietniu, miesiącu strajków). Pozwolę sobie na krótkie omówienie owych tytułów, szczególnie tych z nich, których recenzji nie udało mi się napisać i opublikować, najczęściej z powodu braku czasu i weny:
- "Promyczek" Kim Holden, czyli prawdopodobnie najlepsza książka tego miesiąca ex equo z "Rytmatystą" Sandersona, o którym zaraz coś powiem. Recenzja znajduje się już na tym blogu, więc nie będę się rozwodzić, ale "Promyczka" polecam każdemu. Jest to piękna, wzruszająca powieść, która uczy radości z życia i każdej chwili. Uwielbiam całym serduszkiem za niesamowicie wykreowane postacie, delikatny romans i łamiące serce zakończenie.
- "Rytmatysta" Brandon Sanderson, czyli kolejna genialna powieść najlepszego pisarza fantastyki, jakiego znam. Mistrzowsko dopracowany świat, typ magii, o jakiej jeszcze nie czytałam, wspaniale wykreowani bohaterowie (całym serduszkiem shipuję Melody i Joela - są razem tacy uroczy, tak samo kocham kreację mentora Joela, niepewnego siebie profesora Fitcha - najchętniej bym go przytuliła ❤️), intryga, która aż prosi się o kontynuację. Jedyną wadą jest, że owej kontynuacji na razie nie ma i nie będzie, co łamie moje serce, bo książka pozostawiła więcej pytań niż odpowiedzi. Mam nadzieję, że Sanderson napiszę kontynuację, błagam, chociaż opowiadanie!
- "Ostatni list od kochanka" Jojo Moyes, czyli lekko nieudana powieść dotychczas genialnej Jojo Moyes. Na blogu znajduje się recenzja tej powieści, zapraszam do przeczytania. Ogólnie nie była to zła lektura, ale nie była też wybitna, pewnie szybko zatrze się w mojej pamięci. Ale chociaż dla pięknego zakończenia było warto. ❤️
- "Geniusz. Gra" Leopoldo Gout, czyli wspaniała techniczna przygoda razem z trojgiem nastoletnich geniuszy. Nie chciałam wstawiać recenzji, ponieważ kupiłam uszkodzony egzemplarz, w którym brakowało ok. 100 stron ze środka (powtórzono w tym miejscu trzy rozdziały z początku książki) tak więc nie mam pełnego obrazu historii. Jednak to, co przeczytałam było rewelacyjne, nietuzinkowe, twórcze, kreatywne. Z całego serca pokochałam Rexa, Likaona i Tundego (shipuję Rexa i Likaona ❤️), a autor zakończył ich przygody w takim momencie, że od razu chciałoby się czytać dalej. Świetny, oryginalny pomysł na fabułę, przystępny język, liczne ciekawostki techniczne, genialnie wykreowani bohaterowie, wartka akcja... Ach, szkoda, że w moim mieście ciężko dostać kolejne dwa tomy...
- "Zagubiony heros" Rick Riordan, czyli moja miłość do Percy'ego Jacksona nigdy nie umrze. Czytałam tę książkę trzeci raz i trzeci raz byłam tak samo zachwycona sposobem, w jaki wujek Rick zgrabnie wplata mitologię do współczesnego świata, dynamicznością akcji, humorem (jego wam u wujka Rick'a nigdy nie zabraknie), oryginalnością i wielowymiarowością bohaterów (wszystkie panie kochają Valdeza, a ja najbardziej! ❤️). Jeśli szukacie historii na lato, która zabierze was w inny świat, to seria "Olimpijscy herosi" jest zdecydowanie dobrym wyborem! Ja sama wróciłam do niej i będę wracać z przyjemnością.
- "Gus" Kim Holden, czyli zdecydowanie nie to samo, co mój umiłowany "Promyczek". Gus próbuje się uporać po stracie swojej najlepszej przyjaciółki i jednocześnie miłości swojego życia Katie i spotyka na swojej drodze Scout, która też ma za sobą trudne przejścia. Mam mieszane uczucia co do tej książki, ale doceniam sposób w jaki Kim Holden przedstawiła żałobę Gusa, szczerze, bezkompromisowo i bez koloryzowania. Głównym mankamentem tej pozycji była dla mnie duża ilość scen erotycznych, za którymi nie przepadam, a, naprawdę nie przesadzam, związek Scout i Gusa opierał się głównie na seksie. Jednak oprócz wątku miłości Gusa i Scout (który mi się zdecydowanie nie podobał) ta książka stanowi również hołd dla wspaniałego Promyczka, za co jestem autorce wdzięczna. Może uda mi się napisać pełną recenzję "Gusa".
- "Niezwyciężona. Pojedynek" Marie Rutkoski, czyli całkiem udana mieszanka fantasy i romansu dla młodzieży. Ta książka jest naprawdę dobra, ma świetnie wykreowanych bohaterów, prawdziwych z wadami i zaletami (panuje teraz moda na bohaterki Mary Sue, dlatego podziwiam autorkę za to, że jej Kestrel nie jest kryształowa), piękny wątek od nienawiści do miłości, wątek rasy panów i niewolników (średnio oryginalny, ale w tej odsłonie mi się podobał), rebelii (też ostatnio dość popularnej). Najbardziej w tej powieści urzekł mnie wątek romantyczny, bo sympatia rosnąca między Arinem i Kestrel jest bardzo skomplikowana, pełna niepokoju, wyrzutów sumienia i praktycznie nie ma prawa istnieć. Marie Rutkoski wykonała naprawdę dobrą robotę!
- "Franco" Kim Holden, czyli naprawdę dobry, lekki romans, który pochłonęłam w jeden dzień. Opowiada o najlepszym przyjacielu Gusa z "Promyczka" perkusiście Franco, który poznaje miłość swojego życia Gemmę, której największym marzeniem jest posiadanie dziecka. Mimo że scen erotycznych też było w tej książce dużo, to nie przeszkadzały mi one tak jak w "Gusie". Kim Holden po raz kolejny udowodniła, że ma wspaniałe, lekkie pióro i talent do tworzenia prawdziwych, realistycznych postaci (naprawdę nie sposób nie pokochać Franca i Gemmy ❤️). To nie była ambitna lektura i pewnie szybko ucieknie mi z pamięci, jednak jak najbardziej polecam tą pełną uroku powieść do zabrania na wakacje!
I to wszystkie książki, które przeczytałam w lipcu. Jestem zadowolona ze swoich wyborów czytelniczych w tym miesiącu i mam nadzieję, że sierpień przyniesie mi jeszcze więcej wspaniałych książkowych przygód. Mam w planach trzy powieści Sandersona, dokończenie serii "Geniusz" i przeczytanie trylogii "Grisza" Leigh Bardugo, jako wielka fanka "Szóstki Wron". Zobaczymy czy mi się uda.
Do zobaczenia!
Komentarze
Prześlij komentarz